Herb gminy Trzciana.

TEKSTY ŹRÓDŁOWE

Józef Admaczyk   "WSPOMNIENIA Z DZIAŁALNOŚCI W ARMII KRAJOWEJ W OKOLICACH TRZCIANY KOŁO BOCHNI"

Cz. IV

Sprawa księdza Stefana Millera

     Ksiądz Stefan Miller był wieloletnim proboszczem parafii rzysko-katolickiej w Trzcianie pod wezw. św. Małgorzaty. Po kroczeniu Niemców podawał się za kolonistę niemieckiego. ( jego własne oświadczenie). Ziemia Bocheńska dostała się pod panowanie austriackie w 1772 r. Pierwszym starostą w Bocheńskiem był Józef Baum, zdecydowany zwolennik germanizacji. W powiecie bocheńskim ulokowano 202 rodziny kolonistów niemieckich. A może ksiądz Miller wywodził się z z jednej z tych niemieckich rodzin? Z początku okupacji ambona służyła mu niekiedy do wychwalania porządku niemieckiego. W wygłaszanych kazaniach często nawoływał wiernych do lojalności w stosunku do Niemców chwaląc ich gospodarkę oraz , jak twierdził, wprowadzenie ładu i porządku w Europie. Kiedy Niemcy zaczęli wysyłać na przymusowe roboty do Niemiec ks. Miller znów posłużył się amboną i w imię miłości bliźniego nawoływał do wyjazdu mówiąc: "jeśli ty chłopcze kochasz swoją dziewczynę okaż jej miłość i jedź za nią do Niemiec do roboty, A ty dziewczyno jedź do swojego chłopca. Tłumaczył także młodym, że w Niemczech się wiele naucza.
     Było to przeciwne do czego nawoływała konspiracja. Nieliczni chłopi myśleli początkowo tak samo jak ks. Miller. Jakub Marzec często mówił: "Niemcy wprowadzą porządek w Europie. Nie trzeba będzie prosię o żywność, naftę, węgiel innych państw, bo wszystko będzie wspólne. , dostępne itp. . Mówił to przecież ksiądz Miller na ambonie. Następnie kiedy Niemcy zaczęli traktować Polaków jako "nieludzi", siali terror, wywozili na roboty przymusowe do Niemiec, a do tego zaczęli wymagać dodatkowych dostam, co najbardziej uderzyło J. Marca, człowiek ten stał się wielkim przeciwnikiem Niemców, których zaczął traktować jako największych wrogów.
     Do księdza Millera na plebanię często przyjeżdżało Gestapo z Krakowa. Odbywały się wtedy huczne przyjęcia. Na podstawie zeznań m. in. wikarych opracowano materiał obciążający księdza Millera. Materiał ten przekazano władzom AK. Wyrokiem sądu AK ks. Miller został skazany na infamię w 1942 r. Wyrok ten został ogłoszony w gazetce konspiracyjnej i przekazany księdzu Millerowi. Szczególnie niechlubną była dla księdza Millera sprawa dzwonów w parafii Trzciana. Uktyto bowiem największy z trzech dzwonów, aby nie został wydany okupantowi. W jego miejsce umieszczono mały dzwon tak, aby stan liczebny się zgadzał. Duży dzwon zakopano w kościele. Dokonał tego Stanisław Kłósek z ludźmi AK z Trzciany. Następnego dnia rano ks. Miller zauważył brak największego z dzwonów i zażądał wydania go grożąc sprowadzeniem Gestapo. Wykopano więc dzwon i wydano Niemcom. Ks. Miller nie zaszkodził jednak ludności polskiej, mimo że wiedział kto należy do konspiracji. Wspomnę tutaj własną wpadkę, (oświadczenie Józefa Adamczyka). Od Władysława Kity otrzymałem treść przysięgi konspiracyjnej, miałem bowiem zaprzysiąc do AK A. Wilowskiego. Pracowałem jako listonosz i karteczka z tekstem przysięgi rzypadkowo została dostarczona księdzu Millerowi z jego listami. Użytku z tego jednak nie zrobił i odesłał mi ją przez swoją siostrzenicę, mimo że odgrażał się później za opóźnienie i przeglądanie przesyłek od Niemców. Na prośbę żony ppłk Ożegalskiego, który został aresztowany,odmówił interwencji u władz niemieckich, mówiąc, że nie chce mieć z tym nic wspólnego. Pod koniec okupacji zrehabilitował się ratując wiele ludzi.Z rak okupanta, choć często musiał interweniować pod przymusem konspiracji. - interweniował: w sprawie uwolnienia aresztowanego przez Niemców dowódcy Placówki Leona Skumiela w Łapanowie. L. Skumiel dzięki poparciu księdza Millera został zwolniony. .
       Za rozbrojenie dwu żołnierzy niemickich przez "Terenówkę" AK zabrano 14 osóbw charakterze zakładnikówz Gromady Łąkta Górna i Dolna. Dzięki interwencji ks. Millera wypuszczono ich na wolność.
- za zastrzelenie przez ODB generała niemieckiego dr Herolda d-cy 10-tej dywizji myśliwców pancernych w Wieruszycach k. Bochni, Niemcy zamierzali w odwet spacyfikować gminę Trzciana i Łapanów. Ks. Miller wraz z wójtami tj. Janem Rybą wójtem Trzciany i Jarołkiem wójtem Łapanowa udał się do władz niemieckich z prośbą o zaniechanie pacyfikacji, tłumacząc, że było to działanie partyzantki radzieckiej. W ten sposób uratowano gminy od pacyfikacji.
      Ks. Miler interweniował jeszcze w wielu innych sprawach ratując ludność polską przed represjami niemieckimi. Przekazywał także często żywność dla leśnych oddziałów partyzantki. Miał on duże wpływy u władz niemieckich. Nigdy nie przekazywał Niemcom matriałów obciążających ludność polską, nigdy nie był powodem cierpień tej ludności. Zrehabilitował się więc za wszystko, co robił poprzednio dobrego dla okupanta.
      Po opracowaniu drugiego wydania wspomnień o działalności ZWZ-AK Placówki 'Trzciana ps. "Karaś", dochodzą nowe uzupełnienia od tych co jeszcze coś pamiętają,a teraz można o tym pisać. Oto następujące uzupełnienia:
      Podczas odpoczynku i posilania się partyzantów na plebani u ks.Millera przyjechała żandarmeria niemiecka. Niemcy byli częstym gościem u ks. Millera, kolonisty niemieckiego (że jest kolonistą niemieckim on często mówił). Przyjechali oni w tym samym czasie co partyzanci. Partyzanci widząc Niemców uciekli z kuchni przez okno, unikając spotkania. Następnie zgłosili to swojemu dowódcy. Byli to partyzanci z oddziału Chrobrego-ODB. Komendantem był Józef Lasser "Jastrzębski". Komendant wydał polecenie wykonania wyroku śmierci na ks. Millerze za zgłoszenie Niemcom pobytu partyzantów na plebani. Jednak sprawa wyglądała inaczej. Niemcy byli przypadkowo na plebani, gdyż często przyjeżdżali do ks.Millera po żywność. Ks. Millera od wyroku uratował Aleksander Wilowski "Tur"- żołnierz oddziału Chrobrego gwarantując niewinność ks.Millera. W ten sposób ks.Miller został uratowany od bardzo niesprawiedliwego wyroku dowódcy. Ks. Miller nigdy nie szkodził ludności Trzciany, przeciwnie często ratował ich przed represjami niemieckimi. Oddział Chrobry nie należał do placówki ZWZ-AK Trzciana.

      Opracowano na podstawie oświadczenia Aleksandra Wilowskiego p."Tur" -żołnierza oddziału partyzanckuego "Chrobry". Aleksander Wilowski mieszka obecnie w Londynie.

Uzupełnienie

Jak ks.Miller proboszcz parafi rzym-kat w Trzcianie uratował żydów.

      Podczas jednej z gościnnych wizyt gestapo u ks. Millera, którzy przyjechali po drodze do Trzciany w celu przeprowadzenia rewizji na dworze w Kamionnej, zapytali ks. Millera jak daleko jest do tego dworu i jak do niego dojechać. Ks. Miller zatrzymał ich udając polecenie ich poczęstowania, a sam wymknął się z plebani. Następnie nieprzygotowanym wozem konnym na samej spodniarce, gdyż nie było czasu udał się do lekarza Janika, prosząc go aby powiadomił dwór w Kamionnej o zamierzeniach gestapo. Dziedzic majątku Kamionna ppłk. Stanisław Kościesza Ożegalski był zaprzyjaźniony z ks. Millerem. W gabinecie lekarza A. Janika był obecny jego asystent Aleksander Wilowski, który na rowerze pojechał do Kamionnej i przekazał Ożegalskiemu tą informację. Pułkownik w pierwszej kolejności ukrył w lesie rodzinę żydowską i usunął z dworu to wszystko co mogło gestapo interesować. Aleksander Wilowski wracając napotkał niedaleko dworu Niemców udających się na rewizję. Po powrocie i po rewizji Niemcy wrócili do ks. Millera, któremu oświadczyli, że donos był fałazywy i we dworze żadnych żydów nie znaleźli. Niedługo pułkownik Ożegalski cieszył się wolnością, gdyż później po następnej wizycie zabrano Ożegalskiego, który już do dworu nie wrócił. Zginął w 1942 r. w Oświęcimiu, Rodzina żydowska musiała zmienić swoją kryjówkę. A oto ciekawostka heraldyczna podana w "Dzienniku Polskim" z dnia 18.08.1987r. o herbie Kościeszy. Herb Kościeszy jak jest widoczne na poniższym zdjęciu jest umieszczony na grobowcu rodzinnym Ożegalskich z herbu Kościeszy na cmentarzu parafialnym w Trzcianie. Na tym grobowcu jest tablica informująca między innymi o śmierci ppułk. Ożegalskiego herbu Kościeszy w Oświęcimiu. Historycy piszą że dwór w Kamionnej należał do zabytków historycznych należących do drobnej szlachty.

     Materiał zebrał autor na podstawie informacji Aleksandra "Wilowskiego ps. "Tur" - późniejszego żołnierza ODB oddziału partyzanckiego "Chrobry". Wyżej wymieniony obecnie mieszka w Londynie.


                                                                                 Ciąg dalszy >>>        

<<< trzciana.pl

wstecz

<<< początek