Herb gminy Trzciana.

TEKSTY ŹRÓDŁOWE

Józef Admaczyk   "WSPOMNIENIA Z DZIAŁALNOŚCI W ARMII KRAJOWEJ W OKOLICACH TRZCIANY KOŁO BOCHNI"

Cz. III

Życie kulturalne.

      Trzciana nie posiadała połączenia komunikacyjnego z najbliższym miastem Bochnią odległym 18 km, ani z Krakowem odległym 45 km, niemmniej inteligencja tu właśnie szukała dchronienia. W Trzcianie mieściło się biuro Targownika, Leśnika obejmujące gminę Łapanów, Trzcianę i Lipnicę. W Trzcianie również była Gmina Zbiorowa, Kasa Stefczyka, Posterunek Policji Granatowej, Poczta oraz rozbudowane przez Niemców zakłady rolnicze pracujące ha potrzeby władz niemieckich. Dużo ludzi wysiedlonych z Poznańskiego znalazło tu schronienie. Ludność rdzenna gminy Trzciana nie splamiła się współpracą z wrogiem, czego nie nożna powiedzieć o ludności napływowej. Niektórzy z tych ludzi próbowali gorliwie współpracować z Niemcami. Wyroki śmierci wadane jrzez AK odstraszyły ich od tej współpracy. Młodzież zbierała się na koleżeńskich spotkaniach, gdzie dzielono się różnymi wiadomościami o wrogu i humorem na jego temat. W gazetach niemieckich wydawanych w języku polskim można było czasem wyczytać hasła patriotyczne np. w "Ilustrowanym Kurierze Polskim" z początkowych liter niewinnego wiersza odczytano "Polacy Sikorski działa". Podnosiło to nas na duchu. W r. 1940 np. mówiliśmy: "Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej".
     Spotania młodzieży odbywały się często w Ujeździe u p. Wilowskich i ew. w starej szkole. PO arsztowaniu Z. Wilowskiego nie mieliśmy stałego miejsca spotkań. Odbywały się one przy siatkówce na targowisku. Taki stan rzeczy trwał dość długo. Zabaw ani potańcówek nie urządzaliśmy i na znak ogólnej żałoby, przeciwnie, bojkotowaliśmy je, a czasem nawet rozbijaliśmy je w akcjach terenówki. Spotknia towarzyskie odbywały się także u państwa Młynarskich przy ogólnym, rodzinnym muzykowaniu. Przy kościele w Trzcianie zorganizowaliśmy chór kościelny, który przetwał aż do wyzwolenia. Instruktorami tego chóru byli: nauczyciel Anioł, Józef Biłos, Józef Mikołajek i ks. Topolski. Oprócz narmalnych zajęć w chórze dzieliliśmy się wiadomościami konspiracyjnymi. Nikomu nie przyszło na myśl, że są to spotania konspiracyjne, tym bardziej, że chór ten był popierany przez proboszcza księdza Stefana Millera - kolonistę niemieckiego. Wyjeżdżaliśmy z kolędami do sąsiednich parafii, np. Kamionnej. W spotkaniach tych przekazywaliśmy sobie gazetki konspiracyjne. Ponieważ byłem łącznikiem i pierwszy otrzymywałem gazetki, więc wykorzystywałem je na tych spotkaniach. Otrzymane na powielaczu wyczyny Dywizjonu 303 pozostawiły na mnie niezapomniane wrażenia, tym bardziej, że w takich sytuacjach każda taka wiadomość była czymś wielkim. W czasie okupacji współpracowałem również z prof. Galasem - po wyzwoleniu był dyrektorem gimnazjum w Bochni. Prof. Galas zbierał materiały do wydanej po wojnie książki dotyczącej dawnych obyczajów, zwyczajów, legend, nazw sprzętu rolniczego itp.
     Na pisemne pytania podane mi przez prof. Galasa - odpowiadałem lub szukałem odpowiedzi u ludzi starszych. Zbiór ten stanowił cenny materiał historyczny w wydanej później książce dotyczącej powiatu bocheńskiego.

Przypisy:
1. Autor artykułu Józef Adamczyk ps. "Telefon"
2. Inż. Lesław Świebodziński zamieszkały we Wrocsławiu
3. J. Adamczyk, Wspomnienia o prof. Galasie, "Wiadomości Bocheńskie"
4. Podano na podstawie książki B. Kwiatkowapklego pt. "Na partyzancki poszły bój"
5. W spotaniach tych brali częsito udział: A. i C. Młynarskie, S. Młynarski, C. Wilowska, A. Wilowski, G. Jasiczanka, H. Skrzypczyńska, Milówna, J. i K.Śliwińscy, Marzyńskie, K. Wawrzyn, F. Lach, A. Piotrowski, W. Kita, J. Budyń, J. Adamczyk, i inni.
6. Nazwiska uczestników chóru: instruktorzy: nauczyciel Anioł, kierownik mleczarni J. Biłos, organista J. Mikołejek, ks. J. Topolski. Członkowie: (A. Wilowski, J. Adamczyk, L. Sowiński, R. Krzysiek, G. Wilowski, Z. Stawarz, H. Kita, B. Puchała, F. Lach, Dyrdał, S. Sekuła oraz Piskorz, krewny biskupa z Tarnowa.
7. Opracował Józef Adamczyk na podstawie własnych wspomnień oraz D-cy Placówki L. Skumiela ps. "Murzynek" - Szefa Kompanii Władysława Kity ps. "Lis", mgr Aleksandry Młynarskiej - nauczycielki.


O NICH NIE WOLNO ZAPOMNIEĆ

Warzecha Piotr - Karol Wawrzyn /1910 - 1984 / - lekarz medycyny. Urodził się 24.04.1910 r. w Domecku, pow.Opole, w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej, nie mógł kontynuować nauki w niemieckiej szkole średniej, zastrzeżonej tylko dla dzieci Niemców. Rodzice, którzy marzyli o lekarskiej karierze syna, wysłali go do polskiego Gimnazjum Humanistycznego w Katowicach, gdzie zdał maturę w 1029 r. W 1930 - 32 studiował ekonomię we Wrocławiu. W 1933 r. zapisał się na Wydział Lekarski we Wiedniu. Po roku immatrykuował się na Wydziale Lekarskim U.J. w Krakowie, gdzie w 1938 r. uzyskał absolutorium. Należał wtedy do Związku Polaków w Niemczech i do Światowego Związku Polaków Zgranicy.
Dla młodego lekarza Polaka, jakim był Piotr Warzecha, praktyka lekarska w rodzinnym Opolu była jednak niedostępna, podjął ją więc w Szpitalu miejskim w Katowicach. We wrześniu 1939 r. po napadzie Niemiec na Polskę musiał z Katowic wyjechać. Następnie znalazł się w Krakowie, gdzie 7.12.1939 r. odbyło się spotkanie członków Związku Polaków w Niemczech w lokalu przy ul. Krowoderskiej. Wszystkich przybyłych na spotkanie aresztowało Gestapo. W pułapkę nie wpadł m. inymi Piotr Warzecha, ponieważ spostrzegłszy na ulicy 7 wozów Gestapo nie przyszedł na umówione spotkanie.
     Dzięki pomocy legi znalazł się w Rdzawię pow. Bochnia, gdzie zaczął pracować jako robotnik rolny w majątku pani Wesołowskiej, a następnie był urzędnikiem Gminy Trzciana. Na nazwisko Karol Wawrzyn otrzymał "kennkartę", o którą postarał się Władysław Kita ps. " Lis", członek AK. Nikt nie pytał skąd przyszedł, kim jest i dzięki temu przetrwał okpację. Pracując na poczcie w Trzcianie, codziennie spotykałem się z Karolem Wawrzynem. Był on bardzo koleżeński, a swoim humorem zawsze podnosił nas na duchu. Młodzież wysyłana przymusowo na roboty do Niemiec stawała przed komisją lekarską w Bochni. Młodzież ta była wcześniej przeszkolona przez Karola Wawrzyna, w jaki sposób ma udawać stan choroby. Dlatego też komisja podejrzewając młodych ludzi o choroby zakaźne odsyłała ich często do domu.W ten sposób Karol Wawrzyn uchronił wielu młodych ludzi od przymusowych robót w Niemczech.
      W lutym 1945 r. Piotr Warzecha powrócił do Katowic, gdzie rozpoczął pracę w szpitalu w Bogucicach jako lekarz asystent, a następnie przeniósł się do Pszczyny, gdzie pracował do roku 1958. Zawsze jednak marzył o powrocie na Opolszczyznę. Kiedy więc nadarzyła się okazja przeniósł się do Kędzierzyna, gdzie pracował do śmierci w Ośrodku Zdrowia przy ul. Harcerskiej. Dnia 20.l0.1983 r przeszedł na emeryturę, zmarł 25.03.1984 roku.
     Jestem szczęśliwy, mówił, że doczekałem się chwili, gdy Opolszczyzna powróciła znów do Macierzy. Staram się nie tylko leczyć, ale często jestem powiernikiem życiowych trosk moich pacjentów. Ludność Kędzierzyna z szacunkiem mówiła o nim nie tylko jako o lekarzu, lecz także jako o gorącym patriocie i bojowniku o polskość Śląska.
      Piotr Warzecha /Karol Wawrzyn/ był moim starym kolegą z czasów okupacji, jak również po wyzwoleniu.

Ksiądz Franciszek Kącki (kapelan w randze kapitana).

      Urodził się dn. 20.10.1913 r. w Trzcianie - Żyznówce. Należał do zakonu księży kanoników regularnych Cogregatio Sanctissimi Salwatoris Late-ranens+ CRL). We Francji był kapelanem oddziału artylerii przeciwlotniczej w miejscowości St. Nazarre i z tego powodu należał do kapelanów lotnictwa. Po kapitulacji Francji przedostał się do Anglii, W Szkocji pełnił funkcję kapelana w pułku artylerii stacjonującym w Musselburgh koło Edynburga, wchodzącym w skład 1 Korpusu Polskiego. W sierpniu 1942 r. został przeniesiony do lotnictwa. Po zakończeniu działań wojennych był duszpasterzem w obozie żołnierzy Polaków służących w armii niemickiej. Z polecenia Kurii Polowej objął funkcję kapelana w największym obozie w Grimsby nad Morzem Północnym w hrabstwie Lincoln, w którym przebywało 1500 Polaków - byłych żołnierzy Wehrmachtu. Następnie pracował na stacji wojskowej Faldingworth i opiekował się jeńcami polskimi. Żołnierze Dywizjonu 300 przewozili transporty rzeczy dla Polaków w Niemczech. W sierpniu 1945 ks. Kącki przewoził 6 ton bielizny i ubrań dla księży polskich byłych więźniów Dachau. Zapoznał się dobrze z sytuacją Polaków przebywających dalej w byłych obozach w Dachau i Murnau.
Z Niemiec udał się z powrotem do Anglii, gdzie w stacjach lotniczych np, w Dunholme, Lodge, Cronven. Cameringham, Chedburgh i w Faldingworth wygłaszał odczyty o sytuacji Polaków w Niemczech i w ten sposób inicjował zbiórkę na rzecz byłych więźniów tych obozów. W Cranven piekował się też młodzieżą polską, która przebywała tam ze ZSRR.

      Opracowano na podstawie książki ks. Franciszka Mientkiego pt. "Bóg i Ojczyzna" . Wyd. Inst. Prasy Wydawnictw "Novum" Warszawa 1985


                                                                                 Ciąg dalszy >>>        

<<< trzciana.pl

wstecz

<<< początek